Drastyczny atak psów w Osinach. 30-latek w stanie krytycznym, ranna także jego babcia
- Napisał Tomasz Ciok
- 2 komentarzy
- Dział: Fakty
- Wydrukuj
Zdjęcie: Lotnicze Pogotowie Ratunkowe
W poniedziałkowe popołudnie w miejscowości Osiny, w gminie Mirzec (powiat starachowicki), doszło do dramatycznego incydentu. Trzy amstaffy wydostały się z prywatnej posesji i zaatakowały przechodzącego mężczyznę. 30-latek doznał rozległych obrażeń – głównie kończyn i twarzy – i w stanie zagrożenia życia został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Kielcach, skąd następnie przewieziono go do placówki w Krakowie.
Do ataku doszło około godziny 17:40. Na miejsce natychmiast skierowano wszystkie służby ratunkowe – policję, strażaków z OSP Osiny i PSP Starachowice, a także zespół ratownictwa medycznego i Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Według wstępnych ustaleń, mężczyzna został brutalnie pogryziony, gdy psy niespodziewanie wydostały się z posesji. Gdy jego babcia próbowała go bronić, sama również została ranna – doznała urazu ręki.
– Mężczyzna trafił do szpitala na kieleckim Czarnowie w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Zwierzęta zostały już odłowione i zabezpieczone – poinformował aspirant Paweł Kusiak, rzecznik prasowy starachowickiej policji.
Obecnie trwa ustalanie, jak doszło do tego, że psy wydostały się na ulicę, czy pochodziły z legalnej hodowli i czy właściciel dopełnił wszystkich obowiązków. Policja prowadzi postępowanie mające wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia.
Na czas działań służb droga została tymczasowo zablokowana. Więcej informacji o stanie poszkodowanego i odpowiedzialności właściciela psów powinno pojawić się w najbliższych dniach.
2 komentarzy
-
Mieszkam w małej miejscowości Rogów k. Końskich, chodzę "ulicą" na spacery ze swoim małym psem prowadząc go na smyczy i już kilkukrotnie zostalam zaatakowana przez duże psy, które wydostały sie z posesji swoich właścicieli. Za każdym razem stojąc nieruchomo przed psami pokazującym mi swoje zęby lub goniacych mojego psa słyszę tłumaczenie "one są łagodne".... Nie jeden raz zauważyłam, że te "łagodne" pieski wydostają się spod zbyt wysoko osadzonej bramy lub przeskakują przez ogrodzenia i atakują osoby idące bez psów... więc gdzie ta ich łagodność? Na szczęście, póki co, właścicielom po kilkunastu minutach udało się nawrócic psy na podwórko ale czy ktoś z nich zastanowił się co przeżyłam w tym momencie ja? Byłam kiedyś pogryziona przez dużego psa i wiem jaki to ból, nie życzę nikomu (to co spotkało tego chlopaka to cos wiecej niz tragedia). Wszędzie chodzą dzieci a właściciele psów mają gdzies bezpieczeństwo innych ludzi, wazniejsze jest stylowe ogrodzenie i duże rasowe, "pieski" na podwórku, nad którymi nie umieją zapanować.. Dzwoniłam do Straży Miejskiej, za mało ludzi na patrole, ale tu nie chodzi o patrole samochodem. Tu trzeba przejść ulicami z psem, wtedy od razu mozna zobaczyc gdzie jest zagrożenie. Jestem miłośniczką psów pomimo tego, że mnie pogryzly ale uważam, że nasze władze powinny w koncu cis z tym zrobić. Może to w tym przypadku powinny być wysokie mandaty (nie pouczenie czy 500 zl) za psy zagrażające przechodniom, moze to w koncu skłoniłyby właścicieli do użycia swojego wlasnego rozumu.
Po co dochodzić przyczyn po tragedii skoro można jej zapobiec. Co winny byl człowiek idący ulicą i jego babcia? Ja teraz cgodze5z gazem ale wiem, że jesli zaatakują mnie trzy duże psy to gaz mi nie pomoze, bo nawet nie zdążę go użyć w samoobronie.
Poszkodowanym życzę zdrowia i sprawiedliwości. -
No jak to możliwe? przecież to takie łagodne pieski były...
Zapewne za moment głos zabiorą psiarze że pieski musiały zostać sprowokowane i tak dalej - ech...szkoda słów


































































