fbpx

Polecamy

Mamy Biznes w Starachowicach: Metamorfoza, czyli loki, koki i piękne włosy (zdjęcia) Wyróżniony

Korzystne cięcie włosów, porządnie ułożona fryzura, czy starannie wypielęgnowane końcówki przekładają się na atrakcyjny wygląd. Nie wszyscy posiadają umiejętność strzyżenia, czy układania włosów, dlatego usługi fryzjerskie cieszą się niesłabnącą popularnością. Każdy bowiem potrzebuje chociaż drobnej metamorfozy w swoim wyglądzie. To właśnie zapewnia choćby lekkie skrócenie pasm, czy ułożenie fryzury.

Dziś w naszym cyklu przedstawiamy panią Martę Bzymek, mistrza fryzjerstwa, przesympatyczną właścicielkę salonu Metamorfoza, który mieści się w Starachowicach.

- Pracuję w zawodzie fryzjer. Fryzjerstwo jest moją pasją od najmłodszych lat. Zawsze marzyłam o pracy w tym zawodzie i zawsze wyobrażałam sobie, że będę prowadzić swój salon fryzjerski. W mojej pracy stawiam przede wszystkim na dokładność i zadowolenie klienta. Wolę zarobić mniej danego dnia, ale zająć się klientem tak jak potrzeba - stąd właśnie pojawił się pomysł na zapisy – mówi pani Marta Bzymek.

Pani Marta jest konkretną i skoncentrowaną na pracy osobą. Swój biznes prowadzi od 4 lat. Często bierze udział w przeróżnych, specjalistycznych szkoleniach, dokształca się w kraju i zagranicą. Na co dzień strzyże, zajmuje się koloryzacją, modelowaniem, ale także odbudową zniszczonych włosów. Jej klienci to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Jak sama twierdzi, zorganizowanie salonu fryzjerskiego to skomplikowana sprawa, nie tylko pod względem finansowym, ale także mentalnym.

- Początki mojej kariery były trudne, wręcz bardzo trudne. Kiedy podjęłam decyzję o otworzeniu salonu i zdecydowałam się odejść z poprzedniej pracy, chciałam zachować się w porządku i zacząć wszystko od zera, dlatego nie mówiłam klientom tamtego salonu o tym, że odchodzę. Pamiętam mój pierwszy dzień na swoim, kiedy bardzo bałam się, że nikt nie wie o moim istnieniu. Bałam się dlatego, że miałam na głowie mnóstwo opłat związanych z prowadzeniem działalności a nie miałam bazy swoich klientów. Moim wsparciem wtedy była moja mama, która sama namówiła mnie na otworzenie salonu i wierzyła we mnie w najtrudniejszych chwilach. Gdyby nie ona, na pewno poddałbym się zaraz na początku. Tak mijały kolejne dni i miesiące. Przychodzili klienci, zaczęłam zauważać, że wracają i zaczęłam czuć się z siebie dumna, że jakoś daję radę. Na pewno pomogła tu tak zwana "poczta pantoflowa", zadowoleni klienci polecali mnie innym i tym sposobem po około roku przestałam się już bać, że nie dam rady. Dziś mogę być z siebie dumna, bo nie wierzyłam w siebie, a jednak dałam radę – stwierdza z uśmiechem pani Marta. Podkreśla, z radością czeka na każdy nowy dzień, uwielbia przychodzić rano do pracy i wiedzieć, co dziś ją czeka i kogo obsłuży. Praca z ludźmi daje jej satysfakcję i motywację, aby się dalej kształcić i rozwijać. Nie tylko na drodze zawodowej, ale też po prostu jako człowiek.

reklama

Dlaczego wybrałam taką drogę życiową? Bo to moja pasja od zawsze. Czy trudno było rozkręcić biznes? Tak jak wspomniałam wyżej, było bardzo trudno. Miałam wiele wątpliwości, szczególnie w pierwszych miesiącach działalności. Czy bałam się porażki? Owszem, bardzo się bałam, ale podświadomie wierzyłam w siebie, że się rozwinę i dam radę. W mojej pracy pasjonuje mnie przede wszystkim praca z ludźmi. Co dzień poznaję nowe historie, nowe osoby. Uwielbiam to, że mogę komuś sprawić przyjemność swoją pracą. Moi klienci są wspaniali, ale to chyba i tak za małe słowo. Myślę, że jestem wielką szczęściarą, bo trafiam na osoby miłe, otwarte na nowości. Z większością klientek jestem na stopie koleżeńskiej. Klientki w trakcie usługi rozmawiają ze mną, opowiadają o sobie - dzięki temu łatwiej mi poznać ich charakter i dobrać według tego fryzury – opowiada pani Marta.

Zdaniem bohaterki dzisiejszego artykułu, od dobrego fryzjera wymagane są, przede wszystkim, umiejętności fryzjerskie, a co za tym idzie umiejętności manualne, wyobraźnia, zmysł estetyczny, jak również również wysoka kultura osobista oraz czystość podczas wykonywania pracy. Ważne jest również, aby fryzjer szanował decyzje klienta i słuchał jego wskazówek i życzeń.

- Moi klienci są w różnym wieku. Najmłodsza moja klientka, którą strzygłam, była 9-miesięcznym ślicznym maluchem, małą elegantką. Jeżeli chodzi o szalone przeżycia i ekscentryczne sytuacje, to mam je praktycznie każdego dnia, dlatego ciężko mi opisać jakieś jedno specyficzne. Najbardziej jednak zapisują mi się w pamięci panie, które przychodzą po całkowitą metamorfozę i oddają się w moje ręce nie wiedząc, co dla nich szykuję. Wtedy mogę bez reszty poddać się wyobraźni i odmienić je o 360 stopni. Sprawia mi to wielką przyjemność, że mogę im pomóc zmienić siebie, wyrazić siebie. Irytujących klientów raczej nie mam. Jak wspomniałam, lubię pracę z ludźmi, dlatego też nie zdarza mi się, żeby ktoś mnie denerwował – mówi pani Marta.

Pani Marta jest uczestniczką Open Hair Festival, kultowego festiwalu fryzjerstwa, mody i sztuki, na którym obowiązkowo bywa. Niebawem wybiera się do Katowic na Hair Fair Festiwal, największe targi fryzjerskie w Polsce, wyjątkowe wydarzenie, na którym kilkanaście tysięcy sympatyków branży świętuje, uczy się, bawi oraz inspiruje i poznaje nowe, innowacyjne produkty i techniki fryzjerskie.

- Gdybym cofnęła się do dzieciństwa i miała jeszcze raz wybrać zawód, to na 100% zostałabym fryzjerką, stylistką fryzur. To jest coś, co kocham robić najbardziej. Chciałabym w swoim salonie wykonywać więcej zabiegów odbudowujących włosy, bo te cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Idąc ulicą zawsze zwracam uwagę na fryzury. Zdarza mi się w myślach komentować czyjeś włosy, zastanawiać się, co w danej fryzurze bym zmieniła. Czasem patrzę z zachwytem, że ktoś ma na głowie wykonany kawał dobrej roboty. Taka już moja fryzjerska natura – śmieje się pani Marta Bzymek.

reklama

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

powrót na górę

Kronika policyjna

Straż pożarna

Sport

Menu

Polecamy

Social media